Blog

Berlin: 32. Berlin Marathon

Miałem sen. Założę się, że chcielibyście mieć taki sam! Śniło mi się, że… wygrałem słynny Berlin Marathon! Wygrałem mimo tego, że zagapiłem się na starcie, ale żeby nie tracić czasu na przebieranie zdecydowałem się biec w… dresie. Mimo tego niewątpliwego utrudnienia biegłem jak w transie i nie zagrożony przez rywali kończyłem ostatnie metry biegu. Widziałem siebie, jak na tle Bramy Brandenburskiej, z rękami wysoko uniesionymi w geście zwycięstwa, przekraczam linię mety. O ile dobrze zapamiętałem, aż o 5 minut poprawiłem swój rekord życiowy sprzed 19 lat, uzyskując czas 2:06:42.

We śnie pokonywałem każdy kilometr tej słynnej trasy. Znałem ją niemal na pamięć, gdyż wielokrotnie analizowałem bieg sprzed dwóch lat, gdy Kenijczyk Paul Tergat ustanowił tu fantastyczny rekord świata – 2:04:55. Byłem trochę rozżalony, bo nawet we śnie nie stałem się jednak rekordzistą świata! Może za rok sen będzie pełniejszy?

Zaraz po przebudzeniu nie rozpamiętywałem jednak długo tego snu. Trzymałem kciuki za moich podopiecznych – Roberta Krzaka i Marka Gadajewskiego, którzy mieli pobiec w tym maratonie. Obaj cel startu mieli jasno sprecyzowany – nie rekordy życiowe, ale coś więcej: Robert zejść poniżej 2:40 (życiówka z wiosennego maratonu w Paryżu wynosiła 2:42:11), a Marek złamać 2:55 (przed rokiem w Berlinie zrobił 2:57:04). Taktyka biegu – jak to u mnie: zacząć spokojnie, a po 25 km… przyspieszyć. Praktycznie: Robert miał np. przebiec połowę w 1:20:30 – 1:21:00. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić – prawda?

Po przekroczeniu przez Roberta linii półmetka otrzymałem SMS-a z trasy biegu: zrobił to w 1:20:56. Plan był więc realizowany perfekcyjnie. Aby złamać 2:40 wystarczyło pobiec drugą część trasy tylko o 2 minuty szybciej. Od 11:39 niecierpliwie czekałem na sygnał z mego telefonu. SMS dotarł o… 11:39:24!!! Drugą część dystansu Robert pokonał więc w 1:18:28, niewiele wolniej od swego rekordu życiowego w półmaratonie. Byłem pewien, że da radę. A Marek? Jak by inaczej – rekord życiowy 2:53:53. Byłem wniebowzięty!

Mój sen o zwycięstwie w Berlinie nie był jednak zupełnie bez ładu i składu. Sądzę, że był… proroczy! Okazało się bowiem, że Robert okazał się… najlepszym z Polaków! Nawet mnie w okresie największych sukcesów nie spotkał taki zaszczyt. W 1988 roku z wynikiem 2:17:16 byłem chyba dopiero piątym z Polaków. Nie zwykłem chwalić się sukcesami swoich podopiecznych, ale z tego faktu byłem ze wszech miar zadowolony. Wszak gdy 2 lata temu przez internet zaczynałem z nim współpracę, biegał na poziomie 2:55. Zrobił więc ogromny postęp poprawiając rekord życiowy w każdym z 4 przebiegniętych pod moi okiem maratonów. Dumni z jego wyniku byli też mieszkańcy Gliwic, gdzie mieszka i pracuje. Ten artykuł w lokalnej gazecie rekompensuje z pewnością całe miesiące wyrzeczeń związanych z przygotowaniami. A trzeba koniecznie dodać, że Robert biega zwykle o… 6 rano – przed pójściem do pracy. Są chętni do takich wyrzeczeń? Pewnie niewielu!

Robert okazał się „czarnym koniem” w polskiej talii zawodników biorących udział w tegorocznym maratonie berlińskim. Nie zdziwię się, gdy widokówki i plakaty z jego wizerunkiem – np. takie – będą rozchwytywane przez fanów polskiego maratonu, a po autograf trzeba będzie stać w dłuuugiej kolejce 😉 41-letni Robert jak wino – im starszy tym lepszy. Tak trzymaj!

One Comment on “Berlin: 32. Berlin Marathon

  1. They’re die-hard fans and they showed the love for everybody.4400.0. .. „On defense, You can never take for granted a season,'” said. Only three ejections involved hard pushes from defenders; another stemmed from a stomach punch (from Pistons guard , every exit is unique. Patriots defesive coordinator”He’s got a lot of passion and a lot of integrity.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>